Reklama
#704067 26.05.2011 09:18:58
Ja nie byłem w wojsku, ale płynąłem kiedyś jachtem 8 miesięcy i mielismy specjalny chleb o 2 letniej przydatności do spożycia, produkowany dla wojska w Przeworsku. Choć nie przypominał w smaku zwykłego chleba, był niezły. Czasami brakuje mi tego smaku, z masłem i dżemem był smaczny. Bardzo lubiłem też konserwy produkowane za komuny dla "Baltony": ze smalcem, boczkiem, lub kaszanką. Nie wiem, czy ktoś je jeszcze robi.
vy 73!
Piotr SQ6NTJ
"You don't have a radio until it glows in the dark"
Piotr SQ6NTJ
"You don't have a radio until it glows in the dark"
#704070 26.05.2011 09:29:00
Nawiązując do wojskowych rarytasów,to mile wspominam słoninę z puszek.W TOSWL w Oleśnicy w kantynie było piwo(jasne w kuflach) dla wszystkich tj kadry,podchorążych i służby zasadniczej.Póżniej w 40 PLM w Świdwinie to cienko wszyscy pierdzieli,ale wspomnienią są super.Najlepsze żarcie i najwięcej było w rezerwie w MW w Gdyni.
______________
73'Greg SP2LIG
______________
73'Greg SP2LIG
#704081 26.05.2011 09:41:39
specjalny chleb o 2 letniej przydatności do spożycia, produkowany dla wojska w Przeworsku.
kwadratowe długie puszki i gotowany przed spożyciem? czy inny wynalazek?
kwadratowe długie puszki i gotowany przed spożyciem? czy inny wynalazek?
#704083 26.05.2011 09:45:49
Heh - a w skupisku jednosek w Korpusie OPL - mieliśmy własną cukiernię
oraz .... świniarnię (chlewik). Pycha ciasta były z cukierni...
Jeden kolunio z kompanii wartowniczej był świniarkiem a drugi cukiernikiem
Jak czasami
musieli pójść na wartę - oj ale był płacz i śmiechy na odprawie
oraz .... świniarnię (chlewik). Pycha ciasta były z cukierni...
Jeden kolunio z kompanii wartowniczej był świniarkiem a drugi cukiernikiem
musieli pójść na wartę - oj ale był płacz i śmiechy na odprawie
"Panta rej" jak mawiał Demokles z Akwirynu
SR6MA w mobilku 145.350 home
SR6MA w mobilku 145.350 home
#704093 26.05.2011 10:04:50
... odnosnie tematu wiodacego (mam nadzieje , ze nie powtarzam).
Janek z pewnoscia wie kto ta sa "Krzyzaki"...?
(tez kilkanascie lat mieszkalem na zulawach)
Janek z pewnoscia wie kto ta sa "Krzyzaki"...?
(tez kilkanascie lat mieszkalem na zulawach)
_________________
73 - Rysiek
73 - Rysiek
#704094 26.05.2011 10:09:56
Janek z pewnoscia wie kto ta sa "Krzyzaki"...?
No tak na nas wołano
Akurat mój dom rodzinny stoi na byłych terenach Krzyżackich.
Do Kwidzyna jest 11 km, do Gniewu mam bliżej 4-5 km - promem przez Wisłę (oczywiście jak jestem w tamtych stronach)
No tak na nas wołano
Akurat mój dom rodzinny stoi na byłych terenach Krzyżackich.
Do Kwidzyna jest 11 km, do Gniewu mam bliżej 4-5 km - promem przez Wisłę (oczywiście jak jestem w tamtych stronach)
#704096 26.05.2011 10:12:33
„Piotr ale ja własnie to z nostalgią wspominałem, kiedyś nawet pewną anegdotę wymysliłem, że na obozy harcerskie harcerze będą stawiac namioty na wyasfaltowanym polu, tylko otwory na śledzie będą …„ –
niestety tak to wygląda. Do białej gorączki doprowadza mnie, gdy w jakimś fajnym miejscu na świecie pojawia się tzw. wielka turystyka. Nie rozumiem zasobnych w pieniądze idiotów z wielkich korporacji ( a głównie tacy są „targetem” przemysłu turystycznego), którzy jadąc na mała karaibską wysepkę żądają by były tam 79-cio piętrowe hotele z basenami w wyłączonej strefie, stoki narciarskie, kasyna, galerie handlowe, sale do skłosza ( nie wiem nawet jak się tę bzdurę pisze ) i pola golfowe. Wszystko urządzone tak, aby przypadkiem „turysta” ani przez moment nie odczuł, że nie znajduje się w swoim biurowcu. A najważniejsze, żeby na każdym piętrze hotelu był sklep wolnocłowy. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że w momencie, gdy już tę wysepkę całkowicie zakryją betonem, to natychmiast szukają następnej z „nietkniętą przez człowieka przyrodą” tylko po to, by cały proces „betonowania” zacząć od początku. Dlaczego ci, żądni przygód „turyści” po prostu nie zamieszkają w Mariottcie w centrum Warszawy, gdzie mieliby wszystko, co oferuje im współczesna cywilizacja, z golfem, skłoszem i galeriami handlowymi.
Znam taki przykład z autopsji: byłem kiedyś dwukrotnie, w odstępie paru lat jachtem na Gran Canarii. Zwiedzałem uroczy rybacki porcik na południowo zachodnim krańcu wyspy ( nie pamiętam już nazwy wioski ), piękne miejsce w otoczonej górami, półkolistej zatoczce o średnicy ca 500 m. Zabytkowy, kamienny port, kolonialna XVIII wieczna zabudowa, etc. Gdy byłem tam kilka lat później, cała zatoczka została dosłownie „obudowana” długim na kilkaset metrów upiornym, betonowym apartamentowcem. Na uliczkach wioski tysiące Niemców i Rosjan, setki samochodów, tony spalin, sklepów z badziewiem, etc. Teraz do tego miejsca jeździ druga, „ekonomiczna” klasa turystów. Dla tych bardziej zasobnych „betonowane” są kolejne, „nie tknięte ręką człowieka” miejsca, w których powstają nowe kasyna, pola golfowe, stoki narciarskie…
niestety tak to wygląda. Do białej gorączki doprowadza mnie, gdy w jakimś fajnym miejscu na świecie pojawia się tzw. wielka turystyka. Nie rozumiem zasobnych w pieniądze idiotów z wielkich korporacji ( a głównie tacy są „targetem” przemysłu turystycznego), którzy jadąc na mała karaibską wysepkę żądają by były tam 79-cio piętrowe hotele z basenami w wyłączonej strefie, stoki narciarskie, kasyna, galerie handlowe, sale do skłosza ( nie wiem nawet jak się tę bzdurę pisze ) i pola golfowe. Wszystko urządzone tak, aby przypadkiem „turysta” ani przez moment nie odczuł, że nie znajduje się w swoim biurowcu. A najważniejsze, żeby na każdym piętrze hotelu był sklep wolnocłowy. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że w momencie, gdy już tę wysepkę całkowicie zakryją betonem, to natychmiast szukają następnej z „nietkniętą przez człowieka przyrodą” tylko po to, by cały proces „betonowania” zacząć od początku. Dlaczego ci, żądni przygód „turyści” po prostu nie zamieszkają w Mariottcie w centrum Warszawy, gdzie mieliby wszystko, co oferuje im współczesna cywilizacja, z golfem, skłoszem i galeriami handlowymi.
Znam taki przykład z autopsji: byłem kiedyś dwukrotnie, w odstępie paru lat jachtem na Gran Canarii. Zwiedzałem uroczy rybacki porcik na południowo zachodnim krańcu wyspy ( nie pamiętam już nazwy wioski ), piękne miejsce w otoczonej górami, półkolistej zatoczce o średnicy ca 500 m. Zabytkowy, kamienny port, kolonialna XVIII wieczna zabudowa, etc. Gdy byłem tam kilka lat później, cała zatoczka została dosłownie „obudowana” długim na kilkaset metrów upiornym, betonowym apartamentowcem. Na uliczkach wioski tysiące Niemców i Rosjan, setki samochodów, tony spalin, sklepów z badziewiem, etc. Teraz do tego miejsca jeździ druga, „ekonomiczna” klasa turystów. Dla tych bardziej zasobnych „betonowane” są kolejne, „nie tknięte ręką człowieka” miejsca, w których powstają nowe kasyna, pola golfowe, stoki narciarskie…
wpis edytowany 26.05.2011 10:19:42
vy 73!
Piotr SQ6NTJ
"You don't have a radio until it glows in the dark"
Piotr SQ6NTJ
"You don't have a radio until it glows in the dark"
#704106 26.05.2011 10:30:05
Janek - calkiem mouliwe , ze w Malborku na "kosciuszki" sie mijalismy.
_________________
73 - Rysiek
73 - Rysiek
#704116 26.05.2011 10:38:13
calkiem mouliwe , ze w Malborku na "kosciuszki" sie mijalismy.
Eeeeeeeeeeee chyba nie, a może w Kwidzyniu na "kościuszki"?
Eeeeeeeeeeee chyba nie, a może w Kwidzyniu na "kościuszki"?
#704133 26.05.2011 11:15:25
... w kwidzyniu bywalem zadko.
Kilku chlopakow z kwidzynia dojezdzalo do naszej szkolnej klasy w malborku .
Pozdrawiam i znikam
Kilku chlopakow z kwidzynia dojezdzalo do naszej szkolnej klasy w malborku .
Pozdrawiam i znikam
_________________
73 - Rysiek
73 - Rysiek
Reklama
#704406 26.05.2011 21:56:51
"K.Tyrolska - b. zdrowa. -> pomielone oczy, genitalia itp. generalnie odpady... i na ozdobę tłuszcz - wszystko specjalnie spreparowane - dla "optyki" (kiedyś próbowałem, smakowo nawet dobre, ale pies tego nie ruszy).
Dziś wszystko można tak przyprawić chemicznie, że nawet nie będziemy wiedzieć co żremy.
Papier toaletowy też można upodobnić w smaku do kotleta." -
jest na to sposób niezawodny: przejść po górach 25 km, wyjąć z plecaka "Konserwę Tyrolską", nie czytać składu, nie myśleć za wiele, otworzyć konserwę, zamknąć oczy i delektować się zawartością
Dziś wszystko można tak przyprawić chemicznie, że nawet nie będziemy wiedzieć co żremy.
Papier toaletowy też można upodobnić w smaku do kotleta." -
jest na to sposób niezawodny: przejść po górach 25 km, wyjąć z plecaka "Konserwę Tyrolską", nie czytać składu, nie myśleć za wiele, otworzyć konserwę, zamknąć oczy i delektować się zawartością
vy 73!
Piotr SQ6NTJ
"You don't have a radio until it glows in the dark"
Piotr SQ6NTJ
"You don't have a radio until it glows in the dark"
#704411 26.05.2011 22:05:53
"kwadratowe długie puszki i gotowany przed spożyciem? czy inny wynalazek?" -
nie, Janek, ten który ja miałem był w podwójnej folii. Wewnętrzna szeleszcząca, w jaką pakowane były kiedyś się herbatniki, a zewnętrzna pancerna, taka jak ogrodniczy namiot foliowy. Jak się rozpakowało to chleb był dość mokry i trzeba go było położyć na 10 min aby trochę odparował. W smaku był cos jak razowy, z pełnymi ziarnami w środku. Trochę dziwny ale jak się człowiek przyzwyczaił to smakował rewelacyjnie, z masłem i miodem albo dżemem - super! W Przeworsku robili go dla Marwoja. W 2004 roku kosztował coś koło 5 zetów w hurcie. Nie wiem czy go jeszcze robią.
nie, Janek, ten który ja miałem był w podwójnej folii. Wewnętrzna szeleszcząca, w jaką pakowane były kiedyś się herbatniki, a zewnętrzna pancerna, taka jak ogrodniczy namiot foliowy. Jak się rozpakowało to chleb był dość mokry i trzeba go było położyć na 10 min aby trochę odparował. W smaku był cos jak razowy, z pełnymi ziarnami w środku. Trochę dziwny ale jak się człowiek przyzwyczaił to smakował rewelacyjnie, z masłem i miodem albo dżemem - super! W Przeworsku robili go dla Marwoja. W 2004 roku kosztował coś koło 5 zetów w hurcie. Nie wiem czy go jeszcze robią.
wpis edytowany 26.05.2011 22:06:10
vy 73!
Piotr SQ6NTJ
"You don't have a radio until it glows in the dark"
Piotr SQ6NTJ
"You don't have a radio until it glows in the dark"
#704435 26.05.2011 22:45:52
Piotr - haha .... akurat napisałem prawdę, bo mam info od gościa znajomego, który zna temat.
#704464 26.05.2011 23:28:28
A ja tam lubię parówy - ale firmowe np. Berlinki ostatecznie z Sokołowa. 
"Panta rej" jak mawiał Demokles z Akwirynu
SR6MA w mobilku 145.350 home
SR6MA w mobilku 145.350 home
#704470 26.05.2011 23:35:31
Piotrze tak się zastanawiam skąd ten miód na chlebie wojskowym ?Z Kantyny ?Ja byłem chyba trochę wcześniej w woju i pamiętam suchary oraz chleb z wojskowej piekarni który był dużo ciemniejszy od cywilnego i nie mógł być podany wojakom świeży ale po pewnym leżakowaniu w chlebowni Co do konserw to pamiętam peklowaną słoninę oraz konserwy mięsne ale w obu przypadkach były to ogromne puszki dzielone przez kucharzy na porcje Pamiętam też że były racje żywnościowe wydawane po ewakuacji z koszar do lasu hi i w takiej jednej tzw racji była paczka sucharów mała konserwa mięsna z ważywami, sprasowana kawa z cukrem i jakis witaminizowany cukierek i to były takie trzy paczki w jednej większej która była na cały dzień jednak było to tak sporadyczne serwowane że można by na palcach policzyć bo zazwyczaj jednak kuchnia polowa była na miejscu i jadło się z kotła potrawy takie jak w koszarach Po unitarce byłem na strażnicy bo tu chodzi o WOP i na tej strażnicy jadało się jasny chlebek z cywilnej piekarni i mieso oraz wędliny też z cywilnej rzeźni i tu już była marmolada i dżem oraz mleko bez ograniczeń natomiast suchary to byś chyba musiał gdzieś prywatnie kupić bo czegoś takiego na strżnicy nie serwowano Jedzenie było zazwyczaj gotowane przez cywilną kucharkę z pomocą kucharza wojaka i nie odbiegało od domowego tak w smaku jak i komponentach hi
Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
Stanisław
Rybnik
SP9-5094KA
Stanisław
Rybnik
SP9-5094KA
#704477 26.05.2011 23:37:30
Parówki powinno się robić z tych "4-ech kutasów" od krowy - a szamasz odpady, jak ci smakuje to ja się cieszę
.... mój syn też to wpierdziela ze smakiem - bo dobrze smakuje... hahahaha
#704483 26.05.2011 23:45:38
Te parówczany w hotdogach z Ikei za 1 zeta też są niezłe w smaku - nie wiem
jeszcze czy cena jak placebo zamyka kubki smakowe czy są robione nie tylko z odpadów.
Badania trwają....
Niektórzy w Ikei się dosyć regularnie odżywiają tym "specjałem" - spostrzeżenie wynika z moich
obserwacji służącym amatorskim badaniom socjologicznym.
jeszcze czy cena jak placebo zamyka kubki smakowe czy są robione nie tylko z odpadów.
Badania trwają....
Niektórzy w Ikei się dosyć regularnie odżywiają tym "specjałem" - spostrzeżenie wynika z moich
obserwacji służącym amatorskim badaniom socjologicznym.
wpis edytowany 26.05.2011 23:47:58
"Panta rej" jak mawiał Demokles z Akwirynu
SR6MA w mobilku 145.350 home
SR6MA w mobilku 145.350 home
#704488 26.05.2011 23:57:17
Hmm... pamiętam peklowaną słoninę w prostokątnych,wysokich puszkach. Jakieś 10 lat temu kupiłem taką puchę na targowisku w Lublinie - rewelacja. Z dzieciństwa pamiętam, prasowaną kawę zbożową cukrem - ciekawe czy ten wynalazek jest jeszcze gdzieś produkowany. W latach 70-tych, niedaleko miejsca, gdzie mieszkałem, przejeżdżały woskowe transporty kolejowe i dostawaliśmy z kumplami taką kawę od żołnierzy.
PS. Rorbek - nie byłem w wojsku, chleb z Przeworska miałem na jachcie w rejsie do Ameryki Południowej.
PS. Rorbek - nie byłem w wojsku, chleb z Przeworska miałem na jachcie w rejsie do Ameryki Południowej.
vy 73!
Piotr SQ6NTJ
"You don't have a radio until it glows in the dark"
Piotr SQ6NTJ
"You don't have a radio until it glows in the dark"
#704508 27.05.2011 06:18:07
Jedzenie w koszarach było znośne, ale z racji, że byłem kierowcą w sztabie dywizji i często jeździłem na wczasy razem z dysponentem to nie mogę narzekać, miód ,dżem, szynka, ser, wszelkie ryby, jasny chlebek i byłeczki kajzerki miałem na codzień. do tego żaglówka do dyspozycji (wprawdzie omega, ale zawsze). Często też przywoziłem catering na imprezy z lokalnej restauracji, ale mój stały dysponent był myśliwym i te właśnie myśliwskie imprezy wspominam najlepiej. Miałem trochę szczęscia w wojsku, spotkałem fajnych i ciekawych ludzi. Największym sukcesem było wożenie Prezydenta Polski w Rządzie Londyńskim (śp) Kaczorowskiego, na takich imprezach nie miałem źle, choć trochę za kierownicą musiałem czasu spędzić. Zatem największym deficytem był sen.
klub SP9KJT kontakt: sp9kjt@mks.rybnik.pl, https://mks.rybnik.pl/sp9kjt/home
Pozdrawiam Tomasz, Rybnik kontakt sp9wlc@wp.pl
Pozdrawiam Tomasz, Rybnik kontakt sp9wlc@wp.pl
#704540 27.05.2011 09:11:26
Krowie wymiona są podstawowym produktem u wszystkich wytwórców jakchkolwiek parówek,cielęcych,wieprzowych,drobiowych.Reszta jest po to żeby jakoś urozmaicić skład widoczny na opakowaniu.Podobnie wygląda sprawa z kiełbasą z kanarka,tj jeden koń i jeden kanarek.Tak nam tłumaczył realia życia w PRL'u jeden z profesorów,co jest aktualne dzisiaj też.
______________
73'Greg SP2LIG
______________
73'Greg SP2LIG
Reklama