CircuitChaos pisze:
......
......
Promieniowanie nazywane w.cz., rzędu kilkunastu megaherców, ma energię fotonu zdecydowanie za małą, żeby rozerwać DNA.
Kwanty (fotony) promieniowania rzędu gigaherców, jakie masz w mikrofalówce, też nie zrobią ci krzywdy w taki sposób, w jaki może zrobić ją promieniowanie UV, czyli rozrywając wiązania DNA. Nie ta energia fotonu. Zwyczajnie podgrzeją ci głowę tak bardzo (pomijając już sam mechanizm tego podgrzewania, żeby nie zamotać jeszcze bardziej), że twoje mechanizmy termoregulacji nie nadążą i się mocno przypieczesz. Najpierw szlag trafia oczy, bo rogówka nie ma naczyń krwionośnych, więc krew nie jest w stanie odprowadzać ciepła.
A wracając do magloopa. Antena nie promieniuje ci kilowatów tak, żeby cię przysmażyć. Nie promieniuje również energii o tak wysokiej częstotliwości, jak UV czy promieniowanie jonizujące, żeby uszkodzić twoje komórki. Zwyczajnie w jakimś minimalnym (i raczej nieodczuwalnym) stopniu trochę się podgrzejesz. Trochę przez promieniowanie, trochę przez prądy wirowe indukowane przez pole magnetyczne. Nasze organizmy mają mechanizmy termoregulacji o rzędy wielkości lepsze, niż potrzebne do poradzenia sobie z taką dawką promieniowania. Wejdź do gorącego pomieszczenia, stań przy kaloryferze – zrobisz sobie krzywdę? Czy może po prostu zaczniesz się pocić i wszystko będzie OK? A czujesz ciepło, gdy przykładasz rękę do promieniującej z mocą 100 W anteny? Ja nie. Nie odczuwam też żadnych efektów w głowie, nie widzę błysków, gdy antena promieniuje obok mnie. Ba, przez komórkę też rozmawiam. I ty pewnie też, a zapewne wiesz, że gęstość pola maleje z kwadratem odległości. Masz komórkę, która promieniuje ci pojedyncze waty, ale milimetry od skóry. I dzieje ci się coś od tego? Odczuwasz jakieś efekty? Wątpię.
......
......
Promieniowanie nazywane w.cz., rzędu kilkunastu megaherców, ma energię fotonu zdecydowanie za małą, żeby rozerwać DNA.
Kwanty (fotony) promieniowania rzędu gigaherców, jakie masz w mikrofalówce, też nie zrobią ci krzywdy w taki sposób, w jaki może zrobić ją promieniowanie UV, czyli rozrywając wiązania DNA. Nie ta energia fotonu. Zwyczajnie podgrzeją ci głowę tak bardzo (pomijając już sam mechanizm tego podgrzewania, żeby nie zamotać jeszcze bardziej), że twoje mechanizmy termoregulacji nie nadążą i się mocno przypieczesz. Najpierw szlag trafia oczy, bo rogówka nie ma naczyń krwionośnych, więc krew nie jest w stanie odprowadzać ciepła.
A wracając do magloopa. Antena nie promieniuje ci kilowatów tak, żeby cię przysmażyć. Nie promieniuje również energii o tak wysokiej częstotliwości, jak UV czy promieniowanie jonizujące, żeby uszkodzić twoje komórki. Zwyczajnie w jakimś minimalnym (i raczej nieodczuwalnym) stopniu trochę się podgrzejesz. Trochę przez promieniowanie, trochę przez prądy wirowe indukowane przez pole magnetyczne. Nasze organizmy mają mechanizmy termoregulacji o rzędy wielkości lepsze, niż potrzebne do poradzenia sobie z taką dawką promieniowania. Wejdź do gorącego pomieszczenia, stań przy kaloryferze – zrobisz sobie krzywdę? Czy może po prostu zaczniesz się pocić i wszystko będzie OK? A czujesz ciepło, gdy przykładasz rękę do promieniującej z mocą 100 W anteny? Ja nie. Nie odczuwam też żadnych efektów w głowie, nie widzę błysków, gdy antena promieniuje obok mnie. Ba, przez komórkę też rozmawiam. I ty pewnie też, a zapewne wiesz, że gęstość pola maleje z kwadratem odległości. Masz komórkę, która promieniuje ci pojedyncze waty, ale milimetry od skóry. I dzieje ci się coś od tego? Odczuwasz jakieś efekty? Wątpię.
Coś mi się wydaje, że masz niewielkie szanse dożyć do emerytury w jakim-takim zdrowiu.
Btw. w czasach gdy nadajniki były prymitywne, dość powszechna była choroba telegrafistów będąca skutkiem długotrwałego oddziaływania pola elektromagnetycznego na organizm człowieka. Do 2002 widniała w polskim wykazie chorób zawodowych.
Swoją drogą, nick masz wyjątkowo adekwatny do treści swoich wynurzeń na forum.
R.
Try not. Do. Or do not. There is no try.
Yoda
Try not. Do. Or do not. There is no try.
Yoda