/10 czerwca 2026 roku w siedzibie Urzędu Komunikacji Elektronicznej w Warszawie odbyło się pierwsze spotkanie zespołu ds. radioamatorskich./
UKE to jednak "miękiszon" jest.
Dlaczego?
O tym trzeba by dupny elaborat napisać a czasu mało. Efekt jest taki, że "krótkofalarze" w SP
mocno podzieleni są i dogadać się nie mogą. To nawet nie jest poziom piaskownicy,
ale pozwala niektórym czuć się wielkim politykiem.
To żenujące, ale taką mamy rzeczywistość.
UKE chciało by jak się wydaje prościej i nowocześniej, ale się boi.
Dokładnie nie wiadomo czego , ale stracha przed podejmowaniem decyzji w sprawie radioamatorów ma.
A wiadomo powszechnie, ze "jak leśniczy nie zarządza lasem twardą ręką, to zwierzątka szaleją".
No i wyjścia z tej patowej sytuacji nie widać.
eno

Fundacja OPOR
https://www.facebook.com/FundacjaOPOR
Kto naprawdę reprezentował polskich radioamatorów?
Kilka refleksji po spotkaniu w UKE
Pięć organizacji, jeden stół. Czy UKE usłyszało wszystkie głosy polskich radioamatorów?
10 czerwca 2026 roku w siedzibie Urzędu Komunikacji Elektronicznej w Warszawie odbyło się pierwsze spotkanie zespołu ds. radioamatorskich. Sam fakt powołania takiego forum należy ocenić pozytywnie.
Od wielu lat środowisko radioamatorskie oczekiwało miejsca, w którym przedstawiciele organizacji społecznych mogliby bezpośrednio rozmawiać z regulatorem o przyszłości służby amatorskiej, kierunkach zmian przepisów oraz rozwoju krótkofalarstwa w Polsce.
Do udziału w spotkaniu zaproszono przedstawicieli ZHP, PZK, LOK, OPOR oraz PK-UKF.
Na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, że przy stole zasiadło pięć różnych organizacji reprezentujących szerokie spektrum środowiska radioamatorskiego. Jednak bliższa analiza składu uczestników prowadzi do interesujących wniosków.
Polski Związek Krótkofalowców reprezentował jego Prezes. Jest to sytuacja całkowicie naturalna i niebudząca żadnych wątpliwości. Organizacja została zaproszona i delegowała swojego statutowego przedstawiciela.
Znacznie ciekawiej wygląda jednak kwestia pozostałych uczestników.
Ligę Obrony Kraju reprezentował Sekretarz Polskiego Związku Krótkofalowców.
Polski Klub UKF reprezentował Menedżer UKF Polskiego Związku Krótkofalowców.
Z kolei przedstawiciel Związku Harcerstwa Polskiego występował nie tylko w imieniu ZHP, ale również reprezentował środowisko Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, które nie posiadało własnego miejsca przy stole.
Formalnie nie oznacza to oczywiście żadnego naruszenia zasad funkcjonowania zespołu choć idea była inna. W wielu organizacjach te same osoby działają równocześnie w kilku podmiotach.
Pytanie dotyczy jednak nie formalności, lecz rzeczywistej reprezentatywności i pluralizmu opinii.
Szczególnie interesująco wygląda sytuacja Polskiego Klubu UKF. Organizacja ta posiada własną osobowość prawną i własne struktury organizacyjne. Jednocześnie uczestniczący zdalnie jej przedstawiciel którym podczas spotkania był Prezes PK UKF a zarazem Menedżer UKF Polskiego Związku Krótkofalowców. Co więcej, w oficjalnym logo PK-UKF widnieje charakterystyczny znak Polskiego Związku Krótkofalowców. Świadczy to nie tylko o historycznych i organizacyjnych związkach obu środowisk, które od dziesięcioleci współpracują ze sobą.
Sam fakt umieszczenia znaku PZK w logo PK-UKF oczywiście nie przesądza o braku samodzielności tej organizacji. Pokazuje jednak skalę wzajemnych powiązań. W konsekwencji pojawia się zasadne pytanie, czy stanowisko prezentowane przez przedstawiciela PK-UKF było rzeczywiście niezależne od stanowiska prezentowanego przez Prezesa PZK.
Podobne pytanie można postawić w odniesieniu do reprezentacji Ligi Obrony Kraju. Jeżeli organizację reprezentuje osoba będąca jednocześnie jednym z najważniejszych przedstawicieli władz PZK, trudno całkowicie pominąć kwestię potencjalnej zbieżności prezentowanych stanowisk.
Jeszcze bardziej interesująca jest sytuacja po stronie organizacji harcerskich. Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej nie został bowiem odrębnie zaproszony do udziału w pracach zespołu, a jego interesy miał reprezentować przedstawiciel Związku Harcerstwa Polskiego. Choć oba związki harcerskie prowadzą działalność radioamatorską i często współpracują, pozostają odrębnymi organizacjami posiadającymi własne struktury, własne cele i własne spojrzenie na wiele kwestii dotyczących wychowania oraz działalności technicznej. Powstaje więc pytanie, czy jedno miejsce przy stole rzeczywiście pozwalało na pełne przedstawienie stanowisk obu organizacji.
W efekcie można odnieść wrażenie, że spośród uczestników spotkania jedynie Fundacja OPOR występowała jako podmiot całkowicie niezależny od pozostałych organizacji obecnych przy stole.
Oznacza to, że znacząca część dyskusji mogła być prowadzona przez osoby związane organizacyjnie lub środowiskowo z tym samym kręgiem działaczy i jednej i tej samej organizacji.
Nie oznacza to oczywiście, że przedstawiane stanowiska były błędne lub niewłaściwe. Problem dotyczy czegoś innego. Celem konsultacji i prac zespołów doradczych nie jest bowiem jedynie zgromadzenie przedstawicieli różnych szyldów organizacyjnych. Ich zadaniem jest zapewnienie regulatorowi dostępu do możliwie szerokiego katalogu niezależnych opinii.
Jeżeli kilka miejsc przy stole zajmują osoby związane z tym samym środowiskiem organizacyjnym, istnieje ryzyko, że formalna różnorodność uczestników nie będzie oznaczała rzeczywistej różnorodności prezentowanych poglądów. A właśnie ta różnorodność jest fundamentem skutecznych konsultacji.
Pierwsze posiedzenie zespołu ds. radioamatorskich niewątpliwie było ważnym wydarzeniem dla całego środowiska. Pozostaje jednak pytanie, które warto postawić już na początku jego działalności: czy zespół ma być miejscem rzeczywistej wymiany różnych poglądów, czy też forum, na którym część uczestników będzie występowała pod różnymi szyldami, prezentując w istocie bardzo podobne stanowiska?
Od odpowiedzi na to pytanie może zależeć, czy nowy zespół stanie się rzeczywistą platformą dialogu całego środowiska radioamatorskiego, czy jedynie miejscem potwierdzania opinii dominujących już wcześniej grup wpływu.
UKE to jednak "miękiszon" jest.
Dlaczego?
O tym trzeba by dupny elaborat napisać a czasu mało. Efekt jest taki, że "krótkofalarze" w SP
mocno podzieleni są i dogadać się nie mogą. To nawet nie jest poziom piaskownicy,
ale pozwala niektórym czuć się wielkim politykiem.
To żenujące, ale taką mamy rzeczywistość.
UKE chciało by jak się wydaje prościej i nowocześniej, ale się boi.
Dokładnie nie wiadomo czego , ale stracha przed podejmowaniem decyzji w sprawie radioamatorów ma.
A wiadomo powszechnie, ze "jak leśniczy nie zarządza lasem twardą ręką, to zwierzątka szaleją".
No i wyjścia z tej patowej sytuacji nie widać.
eno

Fundacja OPOR
https://www.facebook.com/FundacjaOPOR
Kto naprawdę reprezentował polskich radioamatorów?
Kilka refleksji po spotkaniu w UKE
Pięć organizacji, jeden stół. Czy UKE usłyszało wszystkie głosy polskich radioamatorów?
10 czerwca 2026 roku w siedzibie Urzędu Komunikacji Elektronicznej w Warszawie odbyło się pierwsze spotkanie zespołu ds. radioamatorskich. Sam fakt powołania takiego forum należy ocenić pozytywnie.
Od wielu lat środowisko radioamatorskie oczekiwało miejsca, w którym przedstawiciele organizacji społecznych mogliby bezpośrednio rozmawiać z regulatorem o przyszłości służby amatorskiej, kierunkach zmian przepisów oraz rozwoju krótkofalarstwa w Polsce.
Do udziału w spotkaniu zaproszono przedstawicieli ZHP, PZK, LOK, OPOR oraz PK-UKF.
Na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, że przy stole zasiadło pięć różnych organizacji reprezentujących szerokie spektrum środowiska radioamatorskiego. Jednak bliższa analiza składu uczestników prowadzi do interesujących wniosków.
Polski Związek Krótkofalowców reprezentował jego Prezes. Jest to sytuacja całkowicie naturalna i niebudząca żadnych wątpliwości. Organizacja została zaproszona i delegowała swojego statutowego przedstawiciela.
Znacznie ciekawiej wygląda jednak kwestia pozostałych uczestników.
Ligę Obrony Kraju reprezentował Sekretarz Polskiego Związku Krótkofalowców.
Polski Klub UKF reprezentował Menedżer UKF Polskiego Związku Krótkofalowców.
Z kolei przedstawiciel Związku Harcerstwa Polskiego występował nie tylko w imieniu ZHP, ale również reprezentował środowisko Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, które nie posiadało własnego miejsca przy stole.
Formalnie nie oznacza to oczywiście żadnego naruszenia zasad funkcjonowania zespołu choć idea była inna. W wielu organizacjach te same osoby działają równocześnie w kilku podmiotach.
Pytanie dotyczy jednak nie formalności, lecz rzeczywistej reprezentatywności i pluralizmu opinii.
Szczególnie interesująco wygląda sytuacja Polskiego Klubu UKF. Organizacja ta posiada własną osobowość prawną i własne struktury organizacyjne. Jednocześnie uczestniczący zdalnie jej przedstawiciel którym podczas spotkania był Prezes PK UKF a zarazem Menedżer UKF Polskiego Związku Krótkofalowców. Co więcej, w oficjalnym logo PK-UKF widnieje charakterystyczny znak Polskiego Związku Krótkofalowców. Świadczy to nie tylko o historycznych i organizacyjnych związkach obu środowisk, które od dziesięcioleci współpracują ze sobą.
Sam fakt umieszczenia znaku PZK w logo PK-UKF oczywiście nie przesądza o braku samodzielności tej organizacji. Pokazuje jednak skalę wzajemnych powiązań. W konsekwencji pojawia się zasadne pytanie, czy stanowisko prezentowane przez przedstawiciela PK-UKF było rzeczywiście niezależne od stanowiska prezentowanego przez Prezesa PZK.
Podobne pytanie można postawić w odniesieniu do reprezentacji Ligi Obrony Kraju. Jeżeli organizację reprezentuje osoba będąca jednocześnie jednym z najważniejszych przedstawicieli władz PZK, trudno całkowicie pominąć kwestię potencjalnej zbieżności prezentowanych stanowisk.
Jeszcze bardziej interesująca jest sytuacja po stronie organizacji harcerskich. Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej nie został bowiem odrębnie zaproszony do udziału w pracach zespołu, a jego interesy miał reprezentować przedstawiciel Związku Harcerstwa Polskiego. Choć oba związki harcerskie prowadzą działalność radioamatorską i często współpracują, pozostają odrębnymi organizacjami posiadającymi własne struktury, własne cele i własne spojrzenie na wiele kwestii dotyczących wychowania oraz działalności technicznej. Powstaje więc pytanie, czy jedno miejsce przy stole rzeczywiście pozwalało na pełne przedstawienie stanowisk obu organizacji.
W efekcie można odnieść wrażenie, że spośród uczestników spotkania jedynie Fundacja OPOR występowała jako podmiot całkowicie niezależny od pozostałych organizacji obecnych przy stole.
Oznacza to, że znacząca część dyskusji mogła być prowadzona przez osoby związane organizacyjnie lub środowiskowo z tym samym kręgiem działaczy i jednej i tej samej organizacji.
Nie oznacza to oczywiście, że przedstawiane stanowiska były błędne lub niewłaściwe. Problem dotyczy czegoś innego. Celem konsultacji i prac zespołów doradczych nie jest bowiem jedynie zgromadzenie przedstawicieli różnych szyldów organizacyjnych. Ich zadaniem jest zapewnienie regulatorowi dostępu do możliwie szerokiego katalogu niezależnych opinii.
Jeżeli kilka miejsc przy stole zajmują osoby związane z tym samym środowiskiem organizacyjnym, istnieje ryzyko, że formalna różnorodność uczestników nie będzie oznaczała rzeczywistej różnorodności prezentowanych poglądów. A właśnie ta różnorodność jest fundamentem skutecznych konsultacji.
Pierwsze posiedzenie zespołu ds. radioamatorskich niewątpliwie było ważnym wydarzeniem dla całego środowiska. Pozostaje jednak pytanie, które warto postawić już na początku jego działalności: czy zespół ma być miejscem rzeczywistej wymiany różnych poglądów, czy też forum, na którym część uczestników będzie występowała pod różnymi szyldami, prezentując w istocie bardzo podobne stanowiska?
Od odpowiedzi na to pytanie może zależeć, czy nowy zespół stanie się rzeczywistą platformą dialogu całego środowiska radioamatorskiego, czy jedynie miejscem potwierdzania opinii dominujących już wcześniej grup wpływu.
https://www.facebook.com/PZK-Gliwice-190266837719326
http://sp9pdf.polsl.pl/
Przed dodawaniem komentarzy, uprzejmie proszę o przeczytanie moich wpisów ze zrozumieniem.
Nawet jeżeli się to komuś nie podoba to w moich postach jest napisane tylko to co jest napisane, a nie to co się komuś wydaje, że jest napisane./J.N./
nie przejawia żadnej aktywności w PZK,nic nie robi i nigdy nic dla PZK nie zrobił, notoryczny krytykant władz PZK i fan nieporadnego janczara z Turka, SLU Jurka.
http://sp9pdf.polsl.pl/
Przed dodawaniem komentarzy, uprzejmie proszę o przeczytanie moich wpisów ze zrozumieniem.
Nawet jeżeli się to komuś nie podoba to w moich postach jest napisane tylko to co jest napisane, a nie to co się komuś wydaje, że jest napisane./J.N./
nie przejawia żadnej aktywności w PZK,nic nie robi i nigdy nic dla PZK nie zrobił, notoryczny krytykant władz PZK i fan nieporadnego janczara z Turka, SLU Jurka.