Posty: 148 #8002196
|
SP6FPH pisze:
Witam jeszcze raz.
Przypomniało mi się zdaerzenie ,jakie miało miejsce u jednego z kolegów w moim miescie.
Moj kolega konserwoawał antene i został porazony wysokim napieciem.
Na szczescie przezył.
Okazało sie ,ze kondensator separujacy wysokie napiecie od anteny ( anodowe ) przewodził .
Bardzo dobrze , ze sa jeszcze producenci wzmacniaczy lampowych , ale ich los wydaje sie byc przesadzony.To tylko kwestaia czasu jak przestawia sie na półprzewodniki. Rynek zadecyduje. Nie wygaszaja jeszcze produkcji pa lampowych , bo maja zysk ze sprzedazy .
Jak sie nie ma co sie lubi , to sie lubi co sie ma.
U mnie nie ma miejsca na wzmacniacz lampowy , ale jest miejsce na TS520, FT7B .
O zajechaniu bym dyskutował , po oglednieciu filmow na youtube ,dotyczacych naprawy wzmacniaczy lampowych.
Autor postu jest przykładem
Bardzo dobry przykład jak nie stosować się do podstawowych zasad bezpieczeństwa i to tych wymaganych w ramach wiedzy niezbędnej by zdać egzamin.. co można domniemywać przekłada się na czytanie instrukcji obsługi stąd możliwe późniejsze złe doświadczenia i konsekwencje.
Co do przesądzonego losu... hmmm.. to jest tak jak z losem płyt winylowych, albo wzmacniaczy lampowych w hifi... niby przesądzony
Moje doświadczenia są takie: Rozsądne korzystanie z DOBREGO, "aktualnego technologicznie" wzmacniacza lampowego, adekwatnego do pozwolenia kategorii 1, nie generuje problemów - ani technicznych - ani temperaturowych - ani hałasowych - ani związanych z nadmierną konsumpcją energii ma generalnie jedną wadę czyli "inwestycyjny próg wejścia" = taki wzmacniacz kosztuje...
a odpowiedź na pytanie czy kosztuje więcej niż adekwatny w możliwościach "tranzystor" ? (w mojej ocenie mniej) pozostawiam Wam
|