Andrzeju jednak one miały słuchawki na uszach, więc nie nadawały "na sucho", tylko to nadawanie one słyszały, a zapewne także słyszeli sędziowie oceniający. Więc ta pierwsza słysząc swój sygnał nie musiała tak "tłuc" w ten manipulator, tylko miała po prostu źle ustawiony odstęp styków od dźwigni(za duży!) i dlatego tak jej paluchy latały. Ja nadając na elektronie mam ustawiony minimalny odstęp rzędu 0,5-0,7mm i moja ręka leży spokojnie na biurku, a pracują "tylko" końce palców, więc nie muszę się tyle "nawiosłowac" i to przy dużo większych prędkościach(daję radę nawet do 40wpm). W takim układzie mogę nadawać bez ograniczenia czasowego, bo moja dłoń cała, łącznie z nadgarstkiem wręcz wypoczywa.
I taka jest moim zdaniem prawda o "tłuczeniu" w klucz, he, he!
I taka jest moim zdaniem prawda o "tłuczeniu" w klucz, he, he!