Troska o zniechęcanie nowych krótkofalowców [SATYRA]
Jezu, jeszcze się trzęsę. Kolejny początkujący wyleciał - nie tylko z klubu, ale też prawdopodobnie opuścił ten padół łez...

Zaczęło się w sumie niewinnie. Poszliśmy na pobliskie wysypisko śmieci zawołać CQ SOTA w ramach akcji Korona Pagórków Wrocławia. Młody zajarany, bo to jego pierwszy raz. Trochę patrzyliśmy po sobie, kiedy zaczął podawać wywołanie ogólne z Baofenga, bo wiedzieliśmy, że robi to niezgodnie z procedurą i tradycją - ale nie sądziliśmy, że aż tak bardzo niezgodnie.

Przyjechali w piętnaście minut. Dwóch z pałkami w rękach, trzeci z TTGO przy pasku. Patrząc na to, jak szybko nas namierzyli - musieli mieć przynajmniej dwa Krakeny albo jednego Srakena - bo nie ma siły, żaden wóz operacyjny UKE nie działa tak szybko i sprawnie, u nich samo złapanie fixa GPS zajmuje więcej czasu, nie mówiąc o dotarciu na miejsce. Widać było, że operacyjni byli doświadczeni, bo padło szybkie pytanie:

- Który to SP6DZIK?
- No ja...

Reszta naszej ekipy zrobiła ostrożny krok w tył, kuląc się jak przerażone psy, starając się wyglądać mało interesująco - choć dobrze wiedzieli, jakie bezeceństwa uprawialiśmy przed chwilą na 145.550. Dobrze wiedzieli, jakie są potencjalne konsekwencje współudziału. Nie było sensu tłumaczyć, że tylko staliśmy obok - można było liczyć tylko na to, że służbiści będą mieć tego dnia dobry humor, lub że po prostu wszyscy nie zmieścimy się do suki, więc zabiorą tylko prowodyra.

- Obywatelu. Przymykamy oko na to, że nie podajecie lokatora. Wiemy, że spotujecie się sami na klastrze. Do tego ten... tfu. Radiotelefon. Walkie Talkie. Złom. Zrozumcie - milicja jest łaskawa, milicja broni obywateli. Ale bronić musi również społeczeństwo przed degeneracją.
- Ale... co ja zrobiłem? Przecież Ustawa Prawo Telekomunikacyjne... przecież nadaję przepisową mocą, podaję znak przy każdej transmisji. O proszę, tutaj nawet mam zapisane na karteczce, żeby nie zapomnieć: Stefan Paweł Sześć, Delta Zulu India Kilo.
- Ustawa ustawą, obywatelu, a porządek musi być. Zapraszamy do wozu.

Żaden z nas nie pisnął ani słowem. Cokolwiek miałoby się stać - nie było to warte nadstawiania skóry za człowieka, któremu pozwolenie radiowe wystawiało UKE. My wszyscy byliśmy jeszcze z czasów PAR, wiedzieliśmy, że hierarchia musi być zachowana. Dwóch osiłków prowadziło młodego do wozu, a dowódca akcji w tym czasie spojrzał na nas spod byka.

- A wy, panowie... po pierwsze: nic się tutaj nie wydarzyło. Po drugie: niech będzie to lekcją.

Żaden z nas nie zapytał, czego mieliśmy się nauczyć. Wszyscy dobrze wiedzieliśmy, mniej lub bardziej. Jeśli nadajesz - musisz ponieść konsekwencje.

---

Schodziliśmy z górki z grobowymi minami. Gdyby któryś z nas odważył się spojrzeć przez ramię, zapewne zobaczyłby, jak młody w obstawie osiłków kopie sam sobie grób. Nie oglądaliśmy się za siebie - nie było warto kusić losu.

Nie ma drogi odwrotu, kiedy namierzy cię inspektor Stanisław Paweł.


  PRZEJDŹ NA FORUM