Kursy telegrafii jak to dawniej było |
No to trzy słowa jak to kiedyś było w LWP. Jednostka szkoleniowa w Nowym Dworze Mazowieckim, pobór jesień 78. Alfabet oprócz znaków normalnych obejmował litery rosyjskie SZ (szura)(cztery długie) i JA (jakow)(krótki długi krótki długi). Nauka zaczynała się od liter - na początku od znaków najdłuższych i były one wprowadzane parami - znaki o przeciwstawnym brzmieniu (najłatwiejsze do rozpoznania) – sz i h potem c i ja itd. Po literach (albo jakoś pod koniec liter) doszły dopiero cyfry. Wtedy także doszło nadawanie (na ocenę)- oczywiście wszyscy próbowali klepać wcześniej. O dziwo prawie wszyscy opanowywali CW, odpadało 2-3 osoby na 50, i to te, które np. były totalnie głuche (były takie przypadki). Ale robił to system motywacyjny - nie zaliczysz - nie ma odwiedzin, przepustki, urlopu ! Ci, którym szło trudniej, rzeczywiście w każdej "wolnej" chwili śpiewali (tzn. w trakcie porządków) wszystkie teksty , które mieli dookoła, gazetę lub gazetkę ścienną itp. No i mieli dodatkowe zajęcia. Szefem szkolenia mojej kompni był kol. Ryszard SP5FLA w stopniu majora. Był to jedyny normalny trep w jednostce - jego ludzkie podejście naprawdę mobilizowało. Niedawno się dowiedziałem, że był cichociemnym. Stety/niestety szkolenie miało na celu naukę odbioru mechanicznego, odruchowego. Było to zresztą naturalne – przekazywało się szyfrogramy złożone z bezsensownych pięcioznakowych grup. Można było, jak już ktoś to tutaj napisał, odbierać (bez zrozumienia) i myśleć o obłokach ... 73/72! Jerzy SP9VNM Ps. Szkółka trwała 6 miesięcy, nie mam pojęcia ile w tym było godzin titawy ale musiało to być co najmniej kilkaset godzin ćwiczeń (raczej nie mniej niż 600). Do pozytywnego ukończenia szkolenia trzeba było odbierać 10 grup a na III klasę, którą zdobywała większość (urlop) 12 grup. Nic więc dziwnego, że tym systemem z każdego można było zrobić radiotelegrafistę. |