[Humor] Mój stary jest krótkofalowcem
Taki mały projekt z przymrużeniem oka
Panda
Noc minęła spokojnie. Koledzy klęli, bo nie bardzo umieli stroić wzmacniacz. Brakowało nam też anteny na 160m, by dorobić choć trochę mnożników. Szło tak sobie, ale dawaliśmy radę. Mimo padu mojego biednego FT100 udało się uruchomić stację spotującą. Kolega miał ze sobą odbiornik SDR. Wzięliśmy tłumik 20dB i jakoś zaczęło to działać. Spotowanie z SDR jest bardzo efektywne. Niestety pech znowu dał znać o sobie. Po śniadaniu zbierało się na burzę, zastanawialiśmy się czy już przerywamy, czy jeszcze za chwilę. Niestety awaria przyspieszyła decyzję. Nagle nasze główne Yaesu zdechło całkiem. Ciemne.
Dzwonię do ojca:
- Radio nam zdechło, ciemne jest.
- To może macie wersję 200W? Bo tam wtedy wbudowany zasilacz jest?
- Dokładnie tak, to było dobre do poganiania wzmacniacza.
- Ale mniej dobre gdy pada zasilacz. Tam jest taka hybryda, jak ona padnie to masz pięć stów w plecy i tydzień czekania. Samemu tego nie uruchomisz, bo on daje dwa napięcia, trzydzieści woltów na końcówę i normalne trzynaście do radia.
- Taaa, potrzymaj mi piwo.
Faktycznie zasilacz zdechł, ale może coś się da zrobić. Przypomniałem sobie, że zasilacz do tranzystorowego wzmacniacza pochodził z modułu telekomunikacyjnego i oryginalnie dostarczał 24V ale dało się go prosto skręcić do 14,4. Odłączyłem oryginalny moduł zasilacza, wziąłem trochę grubych przewodów i podlutowałem. Podkręciłem mój zasilacz do 28V. Może od biedy tyle wystarczy. Drugie napięcie wzięliśmy z mojego impulsowca, z którego całe forum PKI się śmieje, że podobno awaryjny i okrutnie śmieci. On o tym jednak nie wie – i dobrze działa. Jak ten trzmiel, co mu radzieccy uczeni wyliczyli, że podobno ma zbyt małe skrzydełka, by latać. On też o tym nie wie – i lata.
Radio zaczęło działać, ale sprawdzenie na pasmach musieliśmy odroczyć, bo właśnie piorun łupnął niedaleko. Wszystkie kable odłączone, za oknem, czekamy, aż burza sobie przejdzie. W ramach rozrywki jedna z koleżanek podstawia nam naszą maskotkę – biała panda puka do nas przez okno. Wysyłam MMS, dzwonię do taty, a ten złośliwy komentuje:
- Gdybyście tę pandę posadzili za radiem, to byłoby lepiej. Wyniku i tak nie macie, ale przynajmniej byście czas spędzili lepiej, niż na takim bylejakim nadawaniu.
- A ty ile łączności zrobiłeś w tych zawodach?
- Ani jednej.
- No widzisz, my jesteśmy lepsi, bo jednak je robimy!
Burza przeszła i ostatnie godziny spędziliśmy na ćwiczeniach z młodymi stażem operatorami i na dorabianiu ostatnich kilkudziesięciu łączności na telegrafii. Bo się da.
Załapaliśmy się na krótkie otwarcie na 28MHz. Niby nie mieliśmy anteny na to pasmo, ale mamy na 21MHz a przecież pi filtr we wzmacniaczu dostroi nawet balustradę balkonu i karnisz. Skierowaliśmy Yagę z 21MHz na południe, dostroiliśmy i ku mojemu zdziwieniu łączności szły całkiem sprawnie. Z nieznanych powodów padł nam dodatkowo tłumik, ale bez niego główne radio też działa. Trzeba umieć sobie radzić!
Pandę rzeczywiście posadziliśmy przy radiu. Siedziała wpatrzona w głuche FT100. Przypominała nam o tym, że trzeba wreszcie zrobić porządny komutator antenowy. Pociesza mnie fakt, że podobny problem z komutatorem antenowym mieli także profesjonaliści, w tym najstarsza polska stacja łączności - stacja brzegowa Gdynia Radio. A radio pewnie da się naprawić. Wszak kilowat w antenę obok to nie tak dużo w porównaniu do tego, co pchają w anteny niektóre stacje kontestowe.




  PRZEJDŹ NA FORUM