Moje pierwsze ATU do QRP
Dużo nadawałem na QRP, i w początkach "kariery" też takie skrzyneczki składałem. Ale bardzo szybko przekonałem się, że to nie jest właściwa droga. Dopóki używałem przypadkowych anten (składanych naprędce wg. powielanych bezmyślnie tutoriali internetowych), to wszystko jakoś działało, ale dosyć marnie. Do tego frustrująca jest konieczność kręcenia gałkami przy każdej zmianie pasma. QRP to jest sztuka szukania decybeli. Masz na tyle mało mocy, że nie stać Cię na marnowanie jej w nieefektywnych antenach podpieranych skrzynką. W momencie, kiedy przeszedłem na anteny strojone, pracujące bez skrzynki, wszystko zaczęło chodzić bardzo fajnie. Nie było już konieczności powtarzania znaku 10 razy, stacje odpowiadały na pierwsze zawołanie, jak się dobrze wstrzeliłem to i DXy wpadały.
Niektórzy mówią, że QRP to jest męczenie korespondenta. Ja się z tym nie zgadzam, o ile robi się to z głową. Po pierwsze, trzeba dołożyć starań, żeby nie było słychać, że to jest QRP. Trzeba poszukać możliwości optymalizacji. Nie chabaziowy rg58, tylko np. h155 albo lepszy. Przy 20m dobrego przewodu na 14MHz zarobisz prawie decybel.
Nie stalowa linka na pranie, tylko miedziana. Zarobisz decybel, może półtora.
Nie przeciwwaga rzucona w trawę, tylko konkretny system radiali. Zarobisz nawet kilka decybeli.
Nie skrzynka, tylko dopasowana skuteczna antena. Następny decybel, albo i kilka.
Na dolnych pasmach może być NVIS, ale na wyższych nie stać Cię na grzanie chmur - czyli niski kąt elewacji - następne decybele do zyskania.
Dalej - umiejętne używanie kompresji w SSB, orientacja anten, itd.
Takie są moje wnioski z x lat pracy QRP. Jeden czynnik nie robi zauważalnej różnicy, ale kiedy poskłada się ich kilka, to naprawdę na małej mocy można mieć frajdę. Przy większych poziomach sygnału różnica nawet kilku dB może być niezauważalna, ale w przypadku łączności "na granicy" zaczyna być naprawdę widoczna.


  PRZEJDŹ NA FORUM