Praca na radiostacji pod nadzorem osoby licencjonowanej
Temat został zdominowany przez dr. filozofii potocznej i miemanologii stosowanej.

Pamiętam, że w latach 90-tych ubiegłego wieku. Na złość istniejącym i jeszcze sprawnie działającym klubom PZK, ZHP, LOK - zaczęto przebąkiwać o klubach rodzinnych - i takowe chyba powstawały.
I tak na przykład senior klubu, wraz z małżonką i progeniturą, postanowili najmłodszą latorośl wprawiać w arkana krótkofalarstwa.
Czy takie kluby, odcięte od starych niesłusznych czasów i nawyków - to już były tymi klubami słusznymi - działały zgodnie z nowym prawem, np skopiowanym z Niemiec, Szwajcarii, Meksyku, Włoch, czy Irlandii?
No bo aby u nas coś dobrze działało, musi być skopiowane od innych.
Wprawdzie zazwyczaj kopiuje się tylko to, co kopiujacym pasuje, aby zamskować niezgodne z jakimi kolwiek normami akty prawne.
Dodaje się zaklęcie - NIEZWŁOCZNIE OPUBLIKOWAĆ Co ochoczo podejmuje forumowy guru, pokazuje paluchem - ty masz NIEZWŁOCZNIE PRZYGOTOWAĆ I OPUBLIKOWAĆ. (dlaczego ja? ruki pa szwam! ja tak poeiedział! wykonać, czekamy na efekty)
Dodatkowo co dziesięć wpisów wrzeszczy, że: temat się wyczerpał i ma być zamknięty.

A kopyta wielbłądów pomalowane hamarajtem i karawana szczeka dalej.
A lwica jara dżointa!


Ps

W pewnym miejscu, dla jaj, powstał Klub Mało Inteligentnych.
W krótkim czasie, założyciele jajcarze, nie mogli się opędzić od zgłaszających akces do tego klubu. Zgłaszający się, byli z SP i spoza SP - sporo ich było. Mam na to świadka!






  PRZEJDŹ NA FORUM