[Humor] Mój stary jest krótkofalowcem
Taki mały projekt z przymrużeniem oka
Klucznik górą
Mojego kumpla Michała zawsze gdzieś ciągnęło. Gdy ja łaziłem po lesie, on żeglował niedaleko Bornholmu. Gdy ja chodziłem po górach, on zwiedzał południe Europy. Dopiero niedawno się zainteresował krótkofalarstwem, wciągnęło go. Jest teraz w RPA i jeździ swoją ciężarówką. Nauczył się CW, zdał egzamin, załatwił wszystkie formalności i nadaje. Umawiałem się z nim na skedy, ale nie zawsze się udawało.
Gdy ojciec przysłuchiwał się naszym łącznościom na fonii, gdy ledwo coś było słychać, bo warunki takie sobie, popatrzył na mnie z góry i powiedział – a trzeba było się tej telegrafii nauczyć porządnie! No cóż, może i trzeba było...
Jak to mówię, do telegrafii miałem stosunek lekko obojętny i odrobinę przerywany.
Zakończyliśmy mordęgę, nie łączność, ale ojciec go niezwłocznie wywołał ponownie i przeszli na CW. Nie dość, że było słychać i stukali długo, to jeszcze się okazało, że mają wspólnych znajomych, jakieś wspomnienia z polskiej dzielnicy w Chicago, coś w Kapsztadzie, a w ogóle z Michałem mojemu ojcu się dobrze nawija. Niestety odtąd już ciężko mi się dopchać do mikrofonu, by pogadać, bo ojciec okupuje klucz. Normalnie stary mnie zakasował!
Cholera... to może jednak znowu poćwiczyć? Tylko skąd wezmę tyle czasu?

Tata obrońca
Mimo wszystkich swoich przywar, wad i dziwactw, tata ma jedną ważną cechę – broni swojego syna i mu pomaga. Jak każdy ojciec. Może nawet bardziej. Ponieważ coraz bardziej zaczęło mi doskwierać zerowe doświadczenie w telegrafii, tata powiedział, że mi pomoże. Umówiliśmy się na codzienne skedy na 28MHz w fonicznej części pasma. Skręciliśmy moc na minimum, słyszeliśmy się i tak, bo blisko. Nadawałem, on odpowiadał i co jakiś czas na fonii komentował i pokazywał, jak to powinno brzmieć. Powolutku czyniłem postępy, chociaż przyznaję, że to trudna sztuka, a stary jest perfekcjonistą i ciągle wszystko robię źle. Nagle do nas dołączył się jakiś gościu, który na fonii powiedział, że z takim nadawaniem to spadać na CB radio, bo tutaj to jest pasmo amatorskie i na pewno SP ojciec nie będzie robił łączności z jakimś unlisem, który podaje się za krótkofalowca. Poza tym was w ogóle nie słychać, z czego nadajecie, z gwoździ? Prawie można było wyczuć przez eter to zdenerwowanie ojca... Obrócił antenę na gościa, odkręcił moc na maksimum i odpowiedział mu, że sobie ćwiczymy, podajemy znaki jak trzeba, a skoro nas nie było słychać, to niech sobie poprawi antenę i odbiornik. I czy może teraz już dobrze słychać?
Gościu odpowiedział, że my kaleczymy sport z tą telegrafią, a w ogóle to chamstwo tak mu się odzywać, bo on jest bardzo dobrym nadawcą i ma duże doświadczenie. Akurat!
Tata zadzwonił do mnie, spytał się, czy mogę użyć tego programu co wtedy, bo on chce pokazać adwersarzowi, gdzie jest jego miejsce w szeregu. Odpaliłem program i słucham. Całe kółeczko przeszło na CW. Ojciec z nim dyskutuje na temat ham spiritu i praktyki operatorskiej. Za każdą wypowiedzią facet robi się coraz bardziej nerwowy i to było słychać nawet na CW. Ojciec podkręca tempo. 25WPM, 30WPM, 40WPM. Na słuch niektóre znaki już się dawno zlały w jeden ciąg, bez programu niczego nie dałbym rady zrozumieć. Program też nie zawsze radzi sobie ze wszystkimi znakami, bo ojciec nadaje z ręki, ze swojego ukochanego Benchera, a nie z komputera. Wskazówka s-metra oparta o koniec skali. W kółeczku co jakiś czas przekazuje do mnie, ja odpowiadam powoli, koślawo, ale nadal najwyraźniej rozumiem, o co chodzi. Dobrą chwilę tak podyskutowali, aż gościu odpuścił, dostał 99 na do widzenia i sobie poszedł. Tata wrócił do normalnego dla mnie nadawania, wolno i spokojnie i ciśnienie zaczęło powoli spadać. Mieliśmy wrócić do ćwiczeń, ale nagle po którejś wymianie znaków ojciec usłyszał słabiutkie sygnały CW – ktoś wołał. U mnie był równo z szumami. Stary odrobinę przekręcił antenę i... po drugiej stronie Argentyna. Mnie też tam było słychać, choć ledwo co. A podobno pasmo zamknięte od kilku godzin! Dobra antena ma swoje zalety, ale tata-obrońca jest nieoceniony.


  PRZEJDŹ NA FORUM